0
0
0
Fitoszyfry


[ Kaszlnął. Jego głos był dość… zdarty, a wszystko za sprawą ostatnich wydarzeń. Sam nie wiedział dokładnie, co się z nim działo, ale jedno było stałe – nigdy się nie przejmował, sobą. Zamrugał bezwiednie, próbując przyzwyczaić swój wzrok do otaczającej go ciemności, która rozrastała się w oka mgnieniu. W końcu spojrzał na swoją dębową szafkę nocną – a przynajmniej w miejsce, w którym powinna stać, wszak nie widział za wiele – i znalazłszy ją, rzucił okiem na stojący na niej budzik. Urządzenie wskazywało godzinę 3 w nocy. Czasami cieszył się z posiadania mugolskich sprzętów. Posiadanie zegara analogowego zabiłoby go, szczególnie w nocy, w końcu żadnym wampirem nie był, chyba? Ciężko westchnął i potarł zmęczone oczy dłońmi, starając się choć ociupinkę obudzić. Lewą dłoń oparł o czoło, które szybko starł z nadmiaru potu. Z jednej strony nie cierpiał obecnej pory roku, bo było za ciepło, ale z drugiej strony… wszystkie rośliny budziły się do życia ze snu zimowego, a je zdecydowanie kochał najmocniej na świecie. Białowłosy zrzucił z siebie kołdrę i usiadł na łóżku, podparł się łokciami o kolana i wziął głęboki wdech – co on będzie do cholery robił o tej godzinie? Niestety sam nie znał odpowiedzi na to pytanie. Delikatnie uderzył się w policzek, próbując pobudzić swój organizm do życia. Po kilku chwilach wstał i pomaszerował w kierunku biurka, gdzie szybko zgarnął czarną bluzę bez kaptura. Założył ją na siebie, po czym jeszcze szybciej włożył pierwsze lepsze buty, coby nie chodzić na boso. Chwyciwszy szalik, wyszedł ze swojej chatki. Będąc już na świeżym powietrzu wyjął z kieszeni swoich spodenek paczkę papierosów, a z niej jednego papierosa. Końcówkę mugolskiej używki włożył do ust i w międzyczasie zawiązał szalik na swojej szyi. Schował paczkę tam, gdzie leżała wcześniej i wyjął po chwili małą, różową zapalniczkę, dzięki której podpalił trzymany w ustach dar – tak, dar. Mężczyzna zaciągnął się. Czuł jak nikotyna podrażnia jego gardło, płuca, wnętrze… Kłamstwem byłoby to, że mu się nie podobało – lubił to uczucie, sam nie wiedział czemu, ale wiedział, że niektóre rzeczy ciężko jest po prostu wytłumaczyć. Członek Zarządu wiedział, że znajduje się już na Leśnych Peryferiach, to miejsce rozpoznałby nawet ślepy. Zatrzymał się na chwilę, nie pozwalając papierosowi zgasnąć. Wypuszczał dym ze swoich ust w równomiernym tempie. Jego kłęby unosiły się bezwiednie na wietrze, by po chwili rozpłynąć się na nocnym oceanie bezchmurnego nieba. Takie małe rzeczy przypominały mężczyźnie o przemijalności i braku trwałości we wszystkim, co go otaczało. Zadarł swoją głowę, wpatrując się w świecący na niebie Księżyc. Przekrzywił głowę, przyglądając mu się dokładnie. Te ciało niebieskie zawsze go fascynowało. Mógł na nie patrzeć, patrzeć i jeszcze raz patrzeć. Srebrna poświata oświetlała okolicę wystarczająco na tyle, aby się nie zabić po ciemku. Wykładowca spojrzał na te wszystkie kratery, tworzące ciemniejsze plamki na księżycowej powierzchni, zapominając o trzymanym w dłoniach papierosie. Jego skóra zaskwierczała; papieros zdążył się wypalić (albo został wypalony?), a jego żar delikatnie podrażnił skórę mężczyzny. Białowłosy szybko wyrzucił niedopałek, czując subtelny ból, piękny ból, który przypominał mu, że żyje. Otrząsnął się i zaczął się kierować w stronę linii drzew, wyznaczających granicę między Leśnymi Peryferiami a Lasem Wisielców. Wiedział, że rosły tam niebywale zaskakujące kwiaty. Jego kroki były miarowe – nie za szybkie, nie za wolne, takie w sam raz. Po kilku chwilach znalazł się przy swoim celu i kucnął. Idealna pora na rośliny nocne, nie? Białowłosy spojrzał na kwitnącego wiesiołka dwuletniego. Jego żółte kwiaty aż błyszczały w świetle Księżyca, a kwiatowa woń roznosiła się po okolicy, wabiąc nie tylko jego, ale i nocnych zapylaczy. Mężczyzna przyglądał się temu jak nocny motyl, ćma, siada na okazie nocnej świecy i pobiera z niej nektar i pyłek. Mimo że nie lubił owadów to wiedział, że są niezbędne do przetrwania. Bez roślin życie nie miałoby prawa bytu, a poza tym byłoby smutniej, gorzej… Szybko wstał, w końcu nie chciał, aby ktoś go tu zobaczył, szczególnie o tej porze. Szedł naprzód, wzdłuż linii drzew. Jego lewa dłoń muskała kory każdego gatunku zdrewniałych roślin. Kasztanowiec zwyczajny, lipa drobnolistna, klon zwyczajny, brzozą brodawkowata, jesion wyniosły, robinia akacjowa… Całe mnóstwo przydatnych drzew, szkoda, że nie każdy wiedział jak je wykorzystywać – wszak drzewo nie służyło tylko i wyłącznie do palenia. Każde, jak jeden mąż, posiadało nieocenione właściwości – lecznicze, bądź trujące, ale posiadało i to się liczyło. Każde z nich było wyjątkowe – zupełnie jak człowiek. Linia drzew kończyła się, a białowłosy powoli dochodził do zamku Koldovstoretz. Schował swoje zziębnięte dłonie w kieszeniach bluzy i przeszedł szybkim krokiem przez szkolny dziedziniec, kierując się w stronę parteru, gdzie znajdował się słup ogłoszeniowy, na którym chciał coś dzisiaj zawiesić. Pchnął mocno drzwi wejściowe i udał się prosto do swojego celu. Z kieszeni bluzy wyjął beżowy pergamin, na którym zapisał wszystkie najważniejsze informacje odnośnie swojego "wyzwania" – jeśli nim w ogóle było. Przycisnął kartkę do powierzchni słupa i szybko wyciągnął metalowe pinezki w kształcie kwiatów, którymi przytwierdził pergamin. Odsunął się na kilka kroków, aby sprawdzić czy chociaż świstek wisi prosto i nie będzie żadnego upokorzenia. Nie miał już na to siły – lepiej dawać z siebie wszystko lub nic. Gdy tylko stwierdził, że wszystko wygląda w porządku, złożył swoje dłonie, tak jakby dziękował komuś. Wziąwszy głęboki wdech skierował się na główny korytarz na parterze i stanął przy kominku. Odblokował wejście przy pomocy zaklęcia i nabrał w prawą dłoń odrobiny proszku Fiuu. Wszedł do środka kominka i rzucił proszek pod siebie, równocześnie wypowiadając lokalizację miejsca, do którego chciał się dostać. Chyba podziałało, bowiem białowłosy zniknął w zielonych płomieniach i tyle było go widać. ]

Miłośnicy roślin i nie tylko,

Przygotowałem dla Was, miejmy nadzieję, dość przyjemny konkurs, który będzie dotyczył wykładanego przeze mnie przedmiotu — Ziołolecznictwa. Zadanie nie będzie piekielnie trudne. Przy pomocy pewnego szyfru zakodowałem nazwy naukowe dziesięciu roślin. Tablicę, mającą pomóc w deszyfryzacji znajdziecie tutaj. Waszym zadaniem jest odszyfrowanie nazw naukowych, podanie właściwych nazw i krótkie opisanie właściwości leczniczych danej rośliny. Zaszyfrowaną listę znajdziecie tutaj:

1. Fżiżćżyęń łttryrnżóv.

2. Isłwłwvnwiłn fłńvnfłhęń.

3. Óżeżnwęóż żnśęhfrtłórż.

4. Vóvęfsviłyłyyęh hvnfryłhęh.

5. Żyfrnrwrż ysrnvnhrh.

6. Virśviłn yżnżwvnhrh.

7. Firtłóręń ivkvnh.

8. Yłneżóóżirż ńżqżórh.

9. Nvóęńzł nęyrtviż.

10. Fscńęh hvikcóóęń.

Swoje odpowiedzi przysyłajcie na mojego gołębia (florekcormi@gmail.com) – będzie on krążył po korytarzach Instytutu aż do g. 13:13, osiemnastego dnia maja. Pamiętajcie o tym, aby podpisać się swoimi personaliami oraz sądem, bądź funkcją. Za całość przyznam Wam 40 punktów, w przypadku nauczycieli i stażystów połowę tego. Dodatkowo, uczniowie, mający ze mną Ziołolecznictwo otrzymają ocenę Wybitną z aktywności o wadze 1. Mam nadzieję, że sam konkurs przypadnie Wam do gustu, a przy okazji nauczycie się czegoś nowego o wybranych przeze mnie roślinach. Niektóre z nich są mało znane, ale za to jakie ciekawe!

Niech rośliny mają Was w opiece

Ta strona używa plików cookies.
Polityka Prywatności
Jak wyłączyć cookies?
Cyberbezpieczeństwo
ROZUMIEM